Dobra książka, Literatura obca

Wybuch był nieunikniony i wiedziano o nim na cztery lata przed faktem

Adam Higginbotham prezentuje książkę reporterską, do której zbiór materiałów trwał ponad dziesięć lat

26 kwietnia 1986 roku… czy jednak wcześniej?

Adam Higginbotham prezentuje książkę reporterską, do której zbiór materiałów trwał ponad dziesięć lat. To jednocześnie pozycja popularnonaukowa, która przekazuje wiedzę nie tylko o samej awarii reaktora, ale też uwarunkowaniach politycznych sowieckiej Rosji, hiper-biurokratyzacji państwa, a także przystępnego wytłumaczenia skutków katastrofy atomowej – zarówno pod kątem naukowym jak i społecznym czy politycznym. Autor O północy w Czarnobylu. Nieznana prawda o największej nuklearnej katastrofie” posuwa się nawet do tezy, że sytuacja po wybuchu reaktora nr IV przyczyniła się bezpośrednio do rozpadu Związku Radzieckiego i powstania niezależnego państwa Ukrainy.

Książka rozpoczyna się od planu budowy reaktora nr IV, dzięki czemu czytelnik z łatwością zostanie przeprowadzony przez jej nieumiejętną budowę i widoczne gołym okiem zaniedbania na etapie samego wznoszenia konstrukcji. W 1982 roku, niecałą dekadę po zbudowaniu reaktora dochodzi do incydentu, który zostaje zatuszowany przez tajne służby. Mowa tu o częściowym spaleniu się reaktora nr I, którego fakt zatajono, a pracownikom kazano podpisać dokument o poufności. Mimo wiedzy o rażących błędach konstrukcyjnych dochodzi do budowy nowych reaktorów, a po największej awarii w 1986 roku nie gasną plany o rozbudowie elektrowni o reaktory V i VI. Niekompetencja władz we współczesnym czytelniku budzi grozę i roztacza wizję apokaliptycznej katastrofy, która tylko częściowo, trzy dekady temu, doszła do skutku.

Publikacja odtajnionych dokumentów

Adam Higginbotham rozpocznie pracę nad książką w 2006 roku, analizując odtajnione akta KGB, które, co dziwne, od samego początku były sklasyfikowane jako tajne, na długo przed wybuchem reaktora. Publikacja nie bez powodu posiada narrację skupioną na jednostkach czasu, płynących inaczej w zależności od sytuacji. Najpierw rok po roku przeprowadza nas przez błędy inżynierów i budowniczych, później tygodniami informuje o sprzęcie wadliwej jakości, po czym przechodzi do minutowej relacji od wybuchu do próby gaszenia pożaru. Reakcja ze strony władz zostanie podjęta dopiero po upływie dwóch dni, tylko i wyłącznie ze względu na fakt, że unosząca się radioaktywna chmura włączy czujniki w elektrowniach szwedzkich, a tamtejszy rząd będzie wymagał natychmiastowego wyjaśnienia.

Z relacji świadków katastrofy wyłania się obraz akcji chaotycznej, niezorganizowanej i przede wszystkim śmiertelnie groźnej dla zaangażowanych służb. Osoby zarządzające, w tym ministrowie, inżynierzy na wysokich stanowiskach kierowniczych, nie mieli pojęcia ani o fizyce nuklearnej, ani o energii atomowej czy jądrowej. Większość z nich nie posiadała nawet wykształcenia w tym zakresie, a nawet jeśli, to kończyli kursy wieczorowe lub korespondencyjne. Świadkowie niejednokrotnie zwracają uwagę, że nawet dach turbiny nie był pokryty ognioodpornym materiałem, a z dokumentów KGB wyczytujemy, że powód był prozaiczny – takiego materiału nie wytwarzano w ZSRR, więc nie pokuszono się o jego sprowadzenie.

Szczyt ignorancji

Oczywiście całej winy nie można zrzucić na KGB, które raporty składało dość często, ale ich treść była bardzo szybko utajniana i zamykana w archiwach. Dokumenty wędrowały z rąk do rąk, decyzje wydawały osoby zajmujące wysokie stanowiska, najczęściej telefonicznie, z rozkazem natychmiastowego wcielania ich w życie. Większość z nich była kuriozalna, a kilka z nich nie dość że okazywały się bezużyteczne, to jeszcze wykluczały się wzajemnie, utrudniając prace. I zabierając cenny czas.

Reportaż dobitnie punktuje to, że katastrofy można było uniknąć. Tym silniej razi niekompetencja osób zarządzających oraz wdrażających projekty, o których nie mieli zbyt dużego pojęcia. Książka pokazuje szeroki wachlarz uchybień, począwszy od wynoszenia cząstek grafitu w wiadrach, po brak skafandrów dla robotników i strażaków, na zbyciu zagrożenia ze strony radioaktywnych deszczy nad Prypecią. Współcześnie zagrożenie w Czarnobylu nie jest już tak drastyczne, jednak dla planety skutki tego wydarzenia będą jeszcze odczuwalne przez dziesiątki lat.

Background obraz autorstwa jcomp - www.freepik.com